Wiele mówiące obligacje

My translation of an article entitled Why You Should Care About Bonds Even If Everyone Is Talking About Stocks written by Chris Arnade. It was originally published on the Guardian website on Monday, 3 November 2014 at

Powody, dla których powinniśmy zwracać więcej uwagi na obligacje, nawet jeśli wszyscy mówią o akcjach

NYSE, New York Stock Exchange, czyli Nowojorska Giełda Papierów Wartościowych, skupia na sobie najwięcej uwagi. Jednak to rynek obligacji jest miejscem, gdzie można dorobić się fortuny. Chris Arnade, były trader obligacji opisuje mało pozytywne, ale silne rynki, które wywierają wpływ na firmy i rządy.

Traderzy akcji, tacy jak ci z Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych, pokazywani są w dobrym świetle. Ale to traderzy obligacji rządzą światem.

Na Wall Street niemal każdy handluje albo akcjami albo obligacjami. Traderzy akcji to uśmiechnięci goście z krótkimi włosami, w dopiętych na ostatni guzik niebieskich koszulach od Brooks Brothers i ciemno-fioletowych pasiastych marynarkach. Traderzy obligacji wyglądają tak samo, tylko z tą różnicą, że się nie uśmiechają.

Akcje mają się dobrze, kiedy świat ma się dobrze. Obligacje głównie mają się dobrze, gdy sprawy nie wyglądają najlepiej. To właśnie prowadzi do niechęci wobec traderów obligacji. Nie jest w dobrym guście uśmiechanie się, gdy wszystko wokół nie wygląda dla innych najlepiej.

Handlowałem obligacjami przez dwadzieścia lat. Przez ten czas, niezliczeni przyjaciele, krewni, ich znajomi, pijani nieznajomi i podejrzani pijani delikwenci pytali mnie, jakie akcje powinni kupić.

Nikt nie pytał mnie o obligacje. Może powinienem się więcej uśmiechać.

To obligacje są wskaźnikiem tego, co się dzieje w gospodarce.

Akcje wydają się być łatwe. To pojedyncza wartość, wskaźnik, który pokazuje, w jakiej kondycji jest dana firma. Apple za 100 dolarów? Świetnie! Bank of America za 15 dolarów? Już nie tak fajnie.

Obligacje są bardziej skomplikowane. Mają zysk, cenę, termin zapadalności, kupon uprawniający do otrzymania kolejnej dywidendy. Do obligacji zaliczamy bony skarbowe, korporacyjne i te wydawane przez miasta. Są to osobne kontrakty na spłatę długu. Wiele z ich części podlega zmianom.

Akcje pokazują jak się bogacisz, obligacje pokazują jak pożyczasz pieniądze. Każdy lubi zarabiać pieniądze, nikt nie lubi się zadłużać.

Akcje odnotowywały ciągły spadek i ceny obligacji wzrosły na dzień przed nieuchronnym upadkiem Wall Street w tygodniu, w którym miał miejsce kryzys.

To akcje skupiają na sobie całą uwagę, ale to obligacje są głównym motorem gospodarki. Przedsiębiorstwa używają więcej obligacji, niż akcji. Rynek papierów dłużnych jest dwa razy większy, niż rynek akcji. Każdego dnia około czterokrotnie więcej handluje się obligacjami, niż akcjami.

Często to właśnie obligacje pokazują całą prawdę o gospodarce.

Dwa tygodnie temu, 15 października 2014 roku, po długim okresie spokoju i wzrostu rynki stały się burzliwe i stratne.  Większość nagłówków w mediach informowała o ostrym spadku akcji.

Ale najważniejsze jest to, co działo się z obligacjami. Tego dnia większość cen amerykańskich obligacji poszła w górę, zanim w wyniku paniki i ewidentnie desperackiego aktu ich wykupu cena skoczyła jeszcze bardziej. Kiedy obligacje rynkowe notują tak szybkie i desperackie wahania niezależnie od ich kierunku, jest to sygnał mówiący o tym, że coś dzieje się z gospodarką.

Wall Street ma na to określenie: wielkie ssanie. Doświadczyłem tego podczas mojego drugiego roku na giełdzie. Wtedy ceny spadały. Podczas jednego z nerwowych dni, poważny inwestor wydzwaniał do mnie z pytaniami o ceny obligacji. Spytał się mnie o to po raz pierwszy o 6.30 rano, wydzwaniając tak co trzydzieści minut, przez kolejne osiem godzin. Za każdym razem cena była coraz niższa i za każdym razem odpuszczał, udając, że nie miał zamiaru sprzedawać obligacji. A było jednak jasne, że to zrobi.

– O piętnaście centów mniej niż ostatnim razem – odpowiadałem, gdy inwestor po raz kolejny do mnie wydzwaniał i jego pytania zaczynały działać mi na nerwy.

Sprzedał mi obligacje po cenie znacznie, znacznie niższej od tej, o którą pytał mnie rano za pierwszym razem. Miało to miejsce pod koniec dnia, gdy cena obligacji osiągnęła najniższy pułap w transakcyjnym zamieszaniu.

– Kolejny zdechły leszcz – wykrzyknął mój szef, nie uśmiechając się.

To był rok 1994 i leszczyna – mniej doświadczeni inwestorzy – zostali wciągnięci w wir sprzedaży obligacji, w obawie przed wprowadzeniem wzrostu kursu przez FED, Federal Reserve, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych. W tym roku leszczyna złapała się w zakup obligacji w obawie, że bank centralny spowolni wzrost kursu.

Być może to jest lęk spowodowany tym, że bank centralny Stanów Zjedoczonych ma klientów nastawionych na desperacki zakup obligacji. Ciężko jest wyjaśnić dokładnie czemu rynek robi to co robi, gdy to robi. Nie powstrzymuje to jednak ekonomistów z Wall Street przed dalszymi próbami wyjaśniania tych zjawisk.

Nie słuchajcie ich, ponieważ oni są praktycznie zawsze w błędzie. Sześć miesięcy później, zapytano tych ekonomistów o ich przewidywania odnośnie obligacji. Były tylko dwa możliwe rozwiązania: ceny obligacji wzrosną lub spadną. Wszyscy, to jest sześćdziesięciu siedmiu ekonomistów, opowiedziało się za spadkiem cen. Sześć miesięcy później tych sześćdziesięciu siedmiu gości było w błędzie. Nikt z nich tego nie zrozumiał.

To dlatego mamy zdechłe ryby. Rynek myślał dokładnie tak, jak ci pechowi ekonomiści. Wszyscy zakładali, że ceny obligacji spadną, przekonani o tym, że pozostali wyszli z tego samego założenia. Wszyscy spanikowali dokładnie w tym samym czasie. Odpowiedź na następujące pytanie nie jest możliwa: czemu oni wszyscy zostali wciągnięci w zakup obligacji tamtego konkretnego dnia, we wtorek, około południa? Takie rzeczy po prostu dzieją się na rynkach, zarówno w przypadku obligacji, jak i akcji.

Czemu więc na pierwszym miejscu ekonomiści byli tak stuprocentowo pewni? Ponieważ ekonomiści patrzyli na rynek akcji i zobaczyli uśmiechniętych traderów.

– Nadchodzi inflacja. A inflacja jest wrogiem obligacji – oznajmili, wyczytując z uśmiechów wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych.

Ale inflacja nie nastąpiła.

Aby zrozumieć to, czemu do tego nie doszło, pomocny jest sposób myślenia tradera obligacji. Traderzy obligacji martwią się cały czas, zadając sobie pytanie: czy jest to właściwy czas na zakup?

Jeśli chodzi o pożyczanie, to wszyscy teraz kręcą nosem. Dla ekonomistów skupiających się wyłącznie na dobrze wyglądających wynikach i uśmiechach traderów akcji, to co wygląda źle to stagnacja wynagrodzeń. Ludzie dostają pracę, ale nie ich zarobki nie rosną.

Fakt, że pracownicy nie otrzymują wyższego wynagrodzenia, oznacza wejście w fazę wyższego wzrostu cen akcji i niższego bezrobocia. Prowadzi to do wielu plotek i przeróżnych prognoz gospodarczych, ale nie przekłada się to na wzrost podaży, lub wzrost inflacji.

To może być wstęp do gospodarki, która pozwala na szybszy rozwój, gdzie przedsiębiorstwa są w dobrej kondycji przy niskim poziomie inflacji.

A także oznacza to taki układ, gdzie obydwaj traderzy akcji i obligacji mogą się uśmiechać.

Advertisements