Powiązania Hillary Clinton z Wall Street

My translation of an article entitled I Worked on Wall Street. I Am Skeptical Hillary Clinton Will Rein It in written by Chris Arnade. It was originally published on Thursday, 28 January 2016 at , and last modified on Thursday, 26 May 2016 at

Pracowałem dla Wall Street. Sceptycznie podchodzę do pomysłu kontroli tego miejsca przez Hillary Clinton

Całą moją karierę na Wall Street zawdzięczam Clintonom. Nie jestem w tym odosobniony; większość bankierów zawdzięcza im swoje kariery i majątek. Clintonowie przez ponad dwadzieścia pięć lat – nie mam na myśli tylko Billa czy Hillary – wprowadzili rozwiązania plasujące Wall Street na piedestale w planie gospodarczym partii demokratycznej. Zmienili partię demokratów z przeciwników, w partię wspierającą Wall Street.

Kiedy poszedłem na jedną z ostatnich debat kandydatów, byłem sceptyczny słowom Hillary Clinton, mówiącej o reformie Wall Street. To co usłyszałem, nie zmieniło mojego odczucia. Rozwiązania proponowane przez Hillary są średnio ukierunkowanymi metodami naprawczymi. W świecie Clintonów, Wall Street pozostaje w centrum uwagi, zarówno gospodarczo, jak i politycznie. Oddanie władzy i wpływów, po czym pozostawienie Wall Street bez kontroli, nie jest bezpiecznym rozwiązaniem.

Salomon Brothers zatrudnił mnie w 1993 roku, w siedem miesięcy po zaprzysiężeniu prezydenta Billa Clintona. Wtedy była to praca łatwa do zdobycia – Wall Street rosło w siłę wraz z rozluźnieniem barier biurokratycznych, która rozpoczęła się za prezydentury Regana. Polityka ta była kontynuowana przez Clintona.

Kiedy Bill Clinton ubiegał się o fotel prezydencki jako nowy demokrata, wykreował sobie i Hillary („Dwoje za cenę jednego”) wizerunek bezlitosnego dla przestępców, ale nie dla biznesu. Pomimo takiej retoryki kampanii, nikt z obecnych na parkiecie giełdowym nie głosował na Clintonów. Ani im nie ufał.

Tylko nieliczni traderzy na parkiecie giełdowym zaliczali się do zatwardziałych demokratów. Jak długo każdy sięgał pamięcią, demokraci byli wrogiem Wall Street.

– To republikanie pozwolą ci zarobić i zatrzymać pieniądze. Demokraci na to nie pozwolą, a jeśli już czegoś się dorobisz, zabiorą ci to – mawiał mój szef.

Pomimo impasu na Wall Street, kluczowe sprawy nabierały rozpędu. Robert Rubin, pełniący stanowisko prezesa Goldman Sachs, był nominowany na wyższe stanowisko w Białym Domu, jako dyrektor Krajowej Rady Gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Departament Skarbu został obsadzony ekonomistami patrzącymi przychylnie na bankowość, dostrzegającymi w rynkach rozwiązanie, a nie problem.

Polityka gospodarcza administracji Clintonów kształtowała się powoli, w demokratycznym stylu. Poparto wolny handel, przepychając porozumienie o Północnoamerykańskiej Strefie Wolnego Handlu, NAFTA.  Zreformowano opiekę socjalną, przyjmując konserwatywne spojrzenie, że ubóstwo to zależność, a nie sytuacja życiowa. Emeryci otrzymali niewielkie wsparcie. Wcześniejsza obniżka podatków dla bogatych została cofnięta, a rosnące zyski z tego tytułu przekazano na ulubiony problem Wall Street: zmniejszanie długu.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że kiedy doszło do pierwszego kryzysu za panowania demokratów, rząd uratował i wsparł finansowo Wall Street.

Kryzys ten nadszedł w styczniu 1995 roku, w połowie pierwszej kadencji działań administracji Clintona. Po rozkwicie poprzedzonym optymistycznym wprowadzeniem układu NAFTA, w Meksyku nastąpił krach gospodarczy. Dla administracji był to spory powód do wstydu, biorąc pod uwagę, jak przeforsowali wprowadzenie powyższego porozumienia przeciwko cynicznym demokratom.

Odpływający kapitał z Meksyku wracał do Stanów Zjednoczonych przez moje akcje i działania Salomon Brothers. Jednym z moich pierwszych zadań, była sprzedaż meksykańskich obligacji. Po jakimś czasie to właśnie nam, traderom z Salomon Brothers, usiłowano je wcisnąć z powrotem. Ale nie poprzestaliśmy na samej sprzedaży zadłużenia – zamiast tego, używaliśmy nowego produktu dłużnego, aby obejść regulacje i skorzystać z opodatkowania, pożyczając pieniądze klientowi. Biorąc pod uwagę jak agresywne i jak dochodowe były nasze działania, starsi traderzy oczekiwali, że zostaniemy zatrzymani przez organy nadzorujące z nowej administracji Clintonów. Tak się jednak nie stało.

Wszystko zaczęło się walić, kiedy Meksyk pogrążał się coraz bardziej w chaosie. Początkowo bank inwestycyjny dla którego pracowałem, stracił tylko dziesiątki milionów dolarów. Duża strata, która nadal nie była katastrofą. Kryzys jednak pogłębiał się. Meksyk zmierzał ku bankructwu, lub zamknięciu granic dla przepływu kapitału. Straty mogły sięgnąć setek milionów dolarów. Było to coś, czego Salomon Brothers mógł nie przetrwać. Pozostałe firmy na Wall Street były w znacznie gorszej sytuacji, biorąc pod uwagę fakt, że handlowały na znacznie większą skalę. Mówiono, że największym poszkodowanym był Lehman – z miażdżącą stratą wynoszącą miliardy dolarów.

Wraz z pogłębianiem się kryzysu w Meksyku, główny zarząd mojego banku pojechał do Waszyngtonu. Była to grupa bankierów powołana na spotkanie z przedstawicielami skarbu. Mieli nadzieję spotkać się z Rubinem, sekretarzem skarbu Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego spotkali się z ówczesnym podsekretarzem skarbu do spraw międzynarodowych.

– Jakiś jajogłowy wykształciuch, zapatrzony w siebie i głodny władzy – jak określił mój szef.

Tym jajogłowym był Larry Summers, który miał zastąpić Rubina jako sekretarz skarbu.

Administracja rządowa przeforsowała pomoc finansową w wysokości 50 miliardów dolarów dla Meksyku, argumentując to faktem, że brak podjęcia takich działań miałby katastrofalne skutki dla Stanów Zjednoczonych i światowej gospodarki. Decyzja ta zaskoczyła Wall Street. Przemilczano fakt, że byłoby to katastrofalne także dla banków inwestycyjnych z Wall Street.

Interwencja finansowa pomogła. Meksyk zdołał wyjść z kryzysu o włos, spłacając zadłużenie. Z zyskiem. Zdziałało to cuda na Wall Street, gdzie wszyscy odetchnęli z ulgą.

Sukces ośmielił administrację rządu, która wykorzystała to jako pierwowzór postępowania w kryzysie, wyróżniając przy tym Wall Street. Rządzący doszli do przekonania, że że upadek banków do niczego nie prowadzi. Przyklaśnięto interwencjom finansowym. To samo podejście tyczyło się oskarżeń bankowców o ich nadużycia finansowe, czy ryzyko zagrażające gospodarce.

Wprowadzenie wsparcia finansowego powinno być także powodem do wprowadzenia zaostrzonych regulacji dla Wall Street, tak aby przeciwdziałać zachowaniu prowadzącemu do interwencji finansowej. Ale administracja rządowa nie zrobiła tego. Przyjęto odmienny kurs, rozluźniając bariery administracyjne, uchylając w 1999 roku ustawę Glass Steagall Act, rozdzielającą działalność banków inwestycyjnych od działań banków komercyjnych.

Zmieniło to parkiet giełdowy, na którym zaczęli pojawiać się demokraci. Robert Rubin dołączył do Salomon Brothers po tym, jak opuścił administrację rządową. Słynął z tego, że skupiał na sobie uwagę zdumionych traderów długimi opowieściami i żartami o Billu Clintonie.

Wall Street miało po swojej stronie teraz obydwie partie pracujące na rachunek bankowców i nikogo, kto mógłby nad nimi zapanować. Nie było już teraz żadnych zahamowań, czy to dotyczących agresywnej sprzedaży obligacji, szalonego ryzyka, nieetycznego zachowania, czy ogromnych strat.

Doprowadziło to do wielu kryzysów na mniejszą skalę (kryzys w Rosji czy bańka internetowa Dotcom), zanim doszło do kulminacyjnego krachu na wielką skalę na rynku mieszkaniowym i finansowym w 2008 roku.

Odpowiedzią rządzących na ten bałagan, był0 powtórne wdrożenie planu z kryzysu w Meksyku z 1995: interwencja finansowa dla banków i ratowanie Wall Street. Wprowadziła go administracja Obamy – wśród których znaleźli się bywalcy za rządów Clintona, z Hillary Clinton i Larrym Summersem na czele. Tuż przed przystąpieniem do administracji Obamy jako senator, Hillary Clinton głosowała za interwencją finansową dla banków. Jest to decyzja, którą nadal broni.

Po ponad dwudziestu trzech latach od wyboru Billa Clintona na prezydenta, Wall Street jest ściśle powiązana z Clintonami – pomogli oni fundamentalnie zmienić to miejsce. A Wall Street natomiast fundamentalnie zmieniła partię demokratyczną. I być może obydwie strony są świadome, jakie kroki należy podjąć do zdeformowania obydwu stron.

Być może. Nie mniej jednak Hillary cały czas otrzymuje duże sumy od najpotężniejszych bankierów. Zapytajcie każdego, kto spędził ostatnie dwie dekady na Wall Street, który polityk pracował dla nich najciężej i najbardziej zajadle. Każdy przyzna, że była to administracja Clintona. Wątpię żeby to miało się wkrótce zmienić.

Advertisements