Podziw dla bankierów dobiega końca na całym świecie

My translation of an article on From London to New York to LA to Tokyo, Bankers Won’t be so Fancy any More written by Chris Arnade. Originally published on Thursday 23 October 2014

Od Londynu, Nowego Jorku, po Los Angeles i Tokio, bankierzy nie będą już tak podziwiani, jak dawniej

System premiowy Wall Street – ogromne sumy pieniędzy wyznaczone w listopadzie i rozdysponowywane w lutym – zachęcają do ryzykownego zachowania, bez oglądana się na długoterminowe skutki. Teraz wygląda na to, że ta zabawa dobiega końca.

Jechaliśmy do londyńskiej restauracji, gdzie mieliśmy świętować. Lokal słynął z drinków o nazwie Płonące Ferrari, bardzo popularnych zresztą wśród młodych bankierów. Po drodze minęliśmy zniszczony wóz tejże marki. W taksówce jechało czterech młodych bankierów, jeden bankier starszy stażem i ja. Na początku tygodnia dowiedzieliśmy się o wysokości naszych rocznych premii.

– To jest właśnie styczeń w Londynie, kiedy młodzi pryszczaci bankierzy trwonią swoje premie na samochody nad którymi nie potrafią zapanować, starając się zaimponować kobietom, które wcale mądre nie są – rzucił starszy bankier będąc już po trzech piwach,  wskazując na skasowane Ferrari, z maską niemal owiniętą wokół lampy ulicznej.

Czworo młodych bankierów zaśmiało się nerwowo. Dwóch z nich właśnie stało się właścicielami drogich wozów.

To był dobry rok i premie były ogromne. Po trzeciej rundzie drinków o nazwie Płonące Ferrari i zamówieniu bez większego powodu wszystkiego, co było w menu restauracji, starszy bankier chciał się założyć o rachunek, którego suma opiewała na tysiące dolarów.

– Idziecie o zakład kto zrezygnuje wraz z nadchodzącym wtorkiem? – zapytał.

– Dlaczego akurat wtorkiem?

– To jest dzień premii, głuptaki. Dzień, w którym premie w postaci czeków zostaną zainkasowane i to właśnie wtedy możesz zabrać otrzymaną forsę i zwiać.

Starszy bankier przegrał swój zakład, ale nigdy się z niego nie wywiązał. Złożył rezygnację we wtorek, przechodząc do innego banku inwestycyjnego. Kupił sobie Porsche dwa tygodnie później.

Bankierom wypłacano niewyobrażalne sumy pieniędzy, często w kwotach wynoszących dziesiątki milionów. Owe kwoty pochodzą z jednorazowej premii wypłacanej pod koniec roku. Ogromna suma, wpływająca na twoje konto w banku w środku zimy.

Premie i sama ich idea, są odpowiedzialne za to, że w przeszłości bankierzy z Wall Street pozwalali sobie na zbyt wiele. Premie nagradzają bankierów w formie rozliczenia pieniężnego. Pozwala to im nie płacić za swoje błędy, ponieważ nigdy tej forsy nie oddają. Premia nagradzająca krótkoterminowy sukces, bez jakiegokolwiek odniesienia do długoterminowych konsekwencji. Co mało zaskakujące, ten właśnie rozdźwięk zachęca do takich nieprzemyślanych działań.

Temat premii jest popularny na Wall Street niczym telenowela – o nich się mówi, przechwala się nimi, zmyśla. I tak bez końca. Po sześciu latach od kryzysu finansowego, te dyskusje mogą już przejść do przeszłości. W poniedziałek, William Dudley prezes FED banku centralnego z Nowego Jorku, przypuścił zaciekły atak na system premii w świecie finansowym.

Zdecydował się on na akceptację naprawczych metod rekompensat finansowych. Dudley chce wykluczyć przydział premii w trybie natychmiastowym, zamieniając je na zobowiązania powiązane z długo terminowymi konsekwencjami działań bankierów.

Jest to anatema dla obecnej kultury w bankowości, ograniczającej się do wypłaty w formie rozliczeń pieniężnych. I to wypłaty na już.

Bankierzy kochają forsę. Jest ona pewniakiem, w przeciwieństwie do rynku. Pieniądze są twoje, rób z nimi co chcesz. Za pieniądze możesz kupić dom, zapłacić za prywatne szkoły dla dzieci, wspomóc fundacje. Ale możesz zapłacić za obiad 67 tysięcy dolarów, lub kupić Ferrari, którym możesz później śmiało wjechać prosto w latarnię. Skasowane Ferrari 612 Scaglietti jest metaforą dla całego premiowego bałaganu na Wall Street.

Co najważniejsze, pieniędzy nie można zabrać. Rezultatem błędnego zakładu bankiera i utraty przy tym miliarda dolarów w roku następnym, jest strata 50 miliardów dolarów przez jego instytucję finansową. Kwota powyższych strat kwalifikuje taki bank inwestycyjny do otrzymania pomocy finansowej od rządu.

Większość puli strat 50 miliardów dolarów została spowodowana przez garstkę osób. Wystarczająco, żeby zakwalifikować do rządowego finansowego programu wsparcia duży bank inwestycyjny, dla którego pracowałem jako trader. Około stu starszych stażem bankierów naraziło na upadek firmę zatrudniającą 235 000 osób.

Otrzymali oni na przełomie lat od 2003 do 2006 roku premie roczne pomiędzy 3 a 10 milionami dolarów. W 2007 roku zostali zwolnieni, ale sumy jakich się dorobili, pozwolą im nie pracować do końca życia.

W 2009 roku, media i politycy poddali szczegółowej analizie ogromne sumy wypłacanych premii dla bankierów. To właśnie wtedy mój bank inwestycyjny gościł na pierwszych stronach gazet i jego przyszłość zależała od decyzji rządu. Lwia część bonusów była wypłacana w postaci specjalnych udziałów firmy. Wyemitowane w marcu następnego roku, z możliwością natychmiastowej sprzedaży liczonej w sekundach po ich emisji. Można było wybrać opcję sprzedaży udziałów przez biuro obrotu papierami wartościowymi Citi Equity Trading. W ten sposób, nigdy nie trafiały one na konto maklerskie jako udziały. Podobne do pieniędzy, ale nie były tak nazywane wprost.

Media i politycy to przeoczyli.

Dla bankierów była to najlepsza część kryzysu finansowego, natomiast dla polityków i przedstawicieli instytucji nadzorujących najgorsza.

Były i inne próby powstrzymania demoralizującego bogacenia się bankierów, otrzymujących miliony dolarów, gdy tracili miliardy dla swoich firm i tym samym wpychali swoje banki inwestycyjne w kolejkę do rządowej pomocy finansowej.

W Europe przedstawiciele organów nadzorujących domagają się limitu premii finansowych. Bankierzy odpowiadają na to w typowy dla siebie sposób, wyszukując luki i niedociągnięcia w tych regulacjach. Ten nowy rodzaj premii jest wypłacany jednorazowo zimą następnego roku, lub zostaje rozłożony na cały kolejny rok. To tak jak zakup Ferrari na raty.

Bankierzy zawsze znajdowali obejście zasad, jeśli chodzi o wypłaty dla nich samych.

To za czym opowiadają się Europejczycy, może i brzmi dobrze: wprowadzenie ograniczeń co do wielkości wypłacanych wynagrodzeń. Nie zmieni to jednak skorumpowanej sytuacji w bankowości.

Wielkość wynagrodzeń to nie sedno problemu. Chodzi o sposób, w jaki są one wypłacane: w formie rozliczeń pieniężnych. Do natychmiastowego wydania na Ferrari, czy to w postaci osławionego już drinka czy skasowanego wozu.

Szybkie premie pozwalają bankierom odciąć się od ich wcześniejszych działań, dając zezwolenie na nie oglądanie się za siebie i zapomnienie o całej sprawie. Sprowadza się to do rozziewu pomiędzy odpowiedzialnością bankiera a bankiem. Czyni to z nich wynajęte automaty, zachęcając do myślenia tylko o sobie i nagrodach za krótkowzroczne myślenie.

Do zachowana w stylu „zabieraj forsę i uciekaj”.

Przedstawiciele amerykańskich organów nadzoru wraz z prezesem banku centralnego Stanów Zjednoczonych FED w swoim wystąpieniu w poniedziałek zakomunikowali, że rozumieją ten problem.

Zaproponowane przez nich zmiany zmuszą wreszcie bankierów i banki do ponoszenia odpowiedzialności za swoje decyzje.

Co oznaczałoby mniej skasowanych Ferrari na ulicach i także to, że instytucje finansowe miałyby zdrowsze podejście do swoich działań.

Advertisements