Czy jest coś, co może być większym szczytem bezczelności?

My translation of an article entitled The Audacity to ‘Fart in the Elevator’ and the Lingering Anger Over the AIG Bailout written by Chris Arnade. Originally published on Thursday 9 October 2014 at 19.27 BST.

Szczyt bezczelności pierdzenia w windzie i utrzymujące się poczucie złości po udzieleniu pomocy finansowej AIG przez rząd Stanów Zjednoczonych

Rząd dał AIG 180 miliardów dolarów. Były prezes AIG występuje z pozwem twierdząc, że okradziono go z wartości jego udziałów.

Starsza dyrektor naczelna – jedna z najbardziej wpływowych bankierów – weszła do zatłoczonej windy. Skupiona na swoim telefonie Blackberry wcisnęła przycisk wybranego piętra, głośno przy tym puszczając bąka. Pomimo rozchodzącego się zapachu, nerwowego kasłania niektórych osób i stłumionych chichotów, starsza dyrektor naczelna pozostała niewzruszona, skupiając całą swoją uwagę na telefonie.

– Windy są wstrętne. Dozorcy zawsze muszą być na jakiejś przerwie – rzuciła do kolegi na odchodnym cztery piętra później.

– To dlatego ona zarabia duże pieniądze – inny dyrektor naczelny zwrócił się do mnie.

– Dlatego, że pierdzi? – spytałem.

– Nie, idioto. To z powodu bezczelności. Do tego stopnia, że pierdząc w windzie zwala winę na innych.

Maurice R. Greenberg, były prezes AIG posiada właśnie ten typ bezczelności, porównywalny poziomem do pierdzenia w windzie.

Greenberg, o pseudonimie Hank, pozywa rząd o 40 miliardów dolarów argumentując to tym, że jego była firma została potraktowana po macoszemu w 2008 roku, kiedy to otrzymała pomoc finansową. Greenberg był jednym z największych akcjonariuszy w firmie. Wnosząc pozew, występuje w imieniu wszystkich posiadających udziały w AIG.

Hank nie był zwykłym prezesem. Jest postrzegany jako finansowy wizjoner. Greenberg wykreował AIG na giganta ubezpieczeniowego, który rozrósł się jeszcze bardziej dzięki ścisłym powiązaniom z Wall Street. Kiedy AIG upadło, rząd zaproponował program finansowego wsparcia. Władza nie chciała być świadkiem upadku wszystkich banków w kraju.

Wsparcie finansowe rządu nikogo nie uszczęśliwiło. Nawet 180 miliardów dolarów pomocy ledwo utrzymywało AIG na powierzchni. Nikt z firmy nie został ukarany; jakimś sposobem rządowy plan pomocy z tytułu “nie spieprzcie tego następnym razem,” nie powstrzymał od przydzielania pracownikom milionowych premii, włącznie z 165 milionami dolarów dla kierownictwa, którzy opuścili firmę w 2009 roku. Benmosche, który zarobił 6 milionów dolarów premii rok temu w 2013, przyrównał krytyków płac dla pracowników AIG do „zgrai pragnącej dokonania samosądu”.

Zwykle jeśli chodzi o kwestie moralne, co dla większości jest zrozumiałe, AIG wygrało nagrodę od rządu Stanów Zjednoczonych: zamiast pozwolić gigantowi ubezpieczeniowemu na upadek i bankructwo na kilka lat, pociągając za tym krach całego systemu finansowego, AIG przetrwało. Każda wartość firmy jest lepsza niż zero.

Pozywanie osób którym zawdzięcza się ratunek, jest zdaniem wielu zwyczajnie niedorzeczne. To jest najbardziej pretensjonalny i wydumany problem bogatego faceta. Spójrzmy na to inaczej: wspinacz ze złamaną nogą narzeka, że w trakcie akcji ratunkowej w helikopterze podano mu wodę innego pochodzenia niż butelkowana.

To nie jest reakcja większości z nas. Większość osób, po zastanowieniu się, byłaby wdzięczna za to, że nie stracili wszystkiego. Znacznie bardziej przychylnie podeszliby do faktu, że w nieprawdopodobny sposób udało im się uniknąć dochodzenia i oskarżeń.

A prawda jest taka, że ci ludzie nie nadawaliby się na traderów. Nie mają w sobie tego chamstwa, które pozwala na pierdzenie w windzie.

Greenberg zdecydowanie posiada tą cechę charakteru. Tak jak dyrektor naczelnej, której uszło płazem zasadzenie śmierdziela w windzie, Greenbergowi ujdzie na sucho jego manewr. I to całkowicie zgodnie z prawem.

Wystarczy sformułować argumenty w taki sposób, aby były do przyjęcia dla prawników Wall Street. Należy porównać wysokość otrzymanego wsparcia przez AIG i inne firmy w 2008 roku. Pozostali gracze dostali naprawdę mega wsparcie finansowe od rządu. Citigroup? Otrzymało około 350 miliardów dolarów. (I w osiem tygodni później, nastąpiło rozdawnictwo premii). Fannie Mae, Federalne Stowarzyszenie do Spraw Pożyczek Hipotecznych i Freddie Mac, Federalna Korporacja do Spraw Pożyczek Hipotecznych na Budownictwo Domów Jednorodzinnych? Okrągłe 187 milardów dolarów.

W porównaniu z nimi, Greenberg może się spierać, AIG ucierpiało z powodu umowy na gorszych warunkach.

AIG nie było jakąś tam firmą z Wall Street. AIG miało niestandardowe podejście do finansów. Grzechem Wall Street było przeinwestowanie w kredyty hipoteczne subprime. AIG sprzedawało ubezpieczenia tym samym pomagając Wall Street w ograniczeniu strat. Ubezpieczeniowy gigant handlował odpustami na Wall Street, zmywając ich grzechy przeinwestowania w kredyty kiepskiej jakości za niewielką opłatą.

AIG wystawiało gwarancję wartości skomplikowanych obligacji hipotecznych. Ten rodzaj ubezpieczeń okazał się być paskudnym zakładem dla AIG, ponieważ owe obligacje okazały się nic nie warte. Wyszedł z tego niezły bajzel dla decydentów, kiedy obligacje hipoteczne zaczęły się psuć i AIG nie było w stanie wypłacić całości odszkodowań. Wysokość roszczeń o mało co nie doprowadziła do bankructwa AIG, grożąc utracie płynności finansowej większości dużych firm na Wall Street.

Żeby zapobiec nieuniknionemu upadkowi AIG, rząd zainterweniował, przejmując 92 procent udziałów giganta ubezpieczeniowego, wypłacając co do centa należności AIG z tytułu ubezpieczeń na hipotekach subprime wszystkim firmom z Wall Street. Każdego dnia rządzący wymyślali procedury na poczekaniu. Wcześniej nie było procedur odnośnie działania w podobnych sytuacjach. Żadna z firm jeszcze nie wpakowała się w taki burdel. To był nowy rodzaj katastrofy, w skutkach nieporównywalny do niczego innego.

I sześć lat później mamy nowy rodzaj chamstwa. Rząd wsparł finansowo ubezpieczeniowego giganta, żeby zatrzymać spiralę masowych bankructw pozostałych graczy. Wytworzył się w międzyczasie rodzaj poczucia wyjątkowości – owa firma zaczęła się jeszcze bardziej domagać specjalnego traktowania.

Albo inaczej: spierdziałem się, cholera czy ktoś może coś zrobić z tym okropnym zapachem?

Pracowałem dla Citigroup, gdy kryzys finansowy niemal zmiótł firmę. Tygodnie przed tym, jak rząd wyciągnął pomocną dłoń, wszyscy obecni na parkiecie siedzieli zgarbieni, wpatrując się w terminale komputerowe pokazujące klęskę Citi. Traderzy krzyczeli do telefonów desperacko próbując uzyskać informacje o obecnych cenach, handlowcy usiłowali odnaleźć tych klientów, którzy jeszcze nie poszli na finansowe dno. Dwa tygodnie później byliśmy przekonani, że to jest nasz ostatni dzień pracy. Zastanawialiśmy się, czy cały świat pogrąży się w kryzysie finansowym.

Zwykle nocą na parkiecie giełdowym spotkać można było tylko dozorców i kilku nadgorliwych analityków. Gdy kryzys zatrząsł Citi, pracownicy nocami pakowali swoje graty do pudeł, opróżniając szuflady i biurka.

– Jeśli pójdziemy na dno, chciałbym być pierwszym, który opuści pokład – mówili jedni.

– Mam dwie hipoteki i troje dzieciaków w prywatnych szkołach. Jak mam, kurwa, dalej ciągnąć to wszystko bez mojej premii? – mówili inni, gapiąc się w otwarte zestawienia finansowe, usiłując dojść do ładu ze swoim obecnym stanem finansów.

Osiem tygodni później, po otrzymaniu wsparcia finansowego od rządu, na parkiecie panowała inna atmosfera – atmosfera wyjątkowości. Akcje Citigroup chodziły poniżej dolara, ale czeki rządowe zostały rozliczone. Parkiet giełdowy był pełen pracowników psioczących na zbyt niskie kwoty premii, gdyż część z nich była okrojona o jedną trzecią, w stosunku do poprzedniego roku. Mało która osoba zatrudniona w Citi straciła pracę.

Starszy doświadczeniem trader, który dołączył do firmy dwa lata wcześniej na warunkach gwarantujących mu prawie 2 miliony dolarów rocznie, siedział zgarbiony wpatrując się w wyciszony telewizor, zainstalowany nad parkietem giełdowym. Na ekranie widać było Baracka Obamę, odpowiadającego na pytania.

– Ten człowiek zrujnuje ten kraj i doprowadzi do upadku Wall Street. Rząd zawsze wszystko musi zepsuć – stwierdził.

Wytknięto mu, że gdyby nie ratunek ze strony rządu dla Citigroup, gość nie dostałby swoich dwóch milionów premii.

– Nie. I tak bym je dostał – odparł starszy stażem trader. – Zwyczajnie pozwałbym rząd.

Advertisements