Brak sprawiedliwości, czyli kto odsiaduje wyrok

My translation of an article entitled An Ex-banker and Occupier Walk Into a Jail. Guess Which One’s Serving Time? written by Chris Arnade, and was originally published on the Guardian website, last edited on Wednesday 11 June 2014, 22.16 BST

Były bankier i aktywistka ruchu przeciwko rekinom finansjery Occupy Wall Street, idą do więzienia. Zgadnijcie kto odsiaduje wyrok?

Cecily McMillan siedzi za kratami, w przeciwieństwie do wielu twórców kryzysu finansowego. W wyjątkowym wywiadzie udzielonym the Guardian, aktywistka wyjaśnia czemu jej wyrok służy wyższemu celowi.

Były bankier odwiedza jedyną członkinię ruchu Occupy Wall Street, która została skazana na więzienie: brzmi to jak żart odzwierciedlający nasze czasy, który jednak nim nie jest. W ostatni wtorek odwiedziłem skazaną aktywistkę Occupy Wall Street, Cecily McMillan w więzieniu Rikers Island.

Fakt, że zamiana ról nie miałaby nigdy miejsca, nie umknął naszej uwadze: bankierzy nie kończą w więzieniach, a jeśli już to rzadko i bynajmniej nie są wysyłani do zakładów karnych rangi Rikers Island. Jest to największe więzienie w Nowym Jorku. Populacja więźniów jest przeważająco biedna – większości nie stać na wpłatę kaucji, która w niektórych przypadkach jest niska i wynosi 50 dolarów. Jest to więzienie dla odsiadujących krótkie wyroki i tych, których nie stać na wyłożenie 2 tysięcy dolarów za jednym zamachem, lub kogoś, kto nie ma pod ręką dziesięciu procent z całej kwoty dla przedsiębiorcy zajmującego się wnoszeniem kaucji za aresztowane osoby.

Od dnia 19 maja 2014 r., Cecily została uznana winną napaści na oficera policji. Dzieli celę wielkości baraku z około stu innymi więźniarkami. W społeczności Rikers Island, Cecily jest wyjątkiem, nie ustępującym rangą bankierowi w takim miejscu: ma kontakty zarówno w mediach, które bardzo interesują się jej sprawą, jak i w ruchu Occupy Wall Street, dla którego stała się po części symbolem.

Moja wizyta, podczas której towarzyszył mi organizator działający w grupie wsparcia dla Cecily, nie była pierwszą wizytą w tym więzieniu. Byłem przygotowany na to, co miało nastąpić. Wizytacja w Rikers wymagają szeregu przygotowań i manewrów porównywalnych do tych przed odlotem do innego kraju: musisz mieć właściwe dane, potrzebne dokumenty, dokładny termin, dopuszczalny strój. A także musisz ustawić się w odpowiedniej kolejce i mieć duże pokłady cierpliwości.

Godzina wizyty wymaga wielu godzin mało komfortowego oczekiwania: prześwietleń, przeszukiwania, trzech osobnych rewizji osobistych, opróżniania kieszeni, zostawiania portfela, kluczy, leków i biżuterii w szafkach obsługiwanych drobniakami.

– Drugi raz przez to nie przejdę. Kocham moją córkę, ale to jest zdecydowanie ponad moje siły – skomentowała jedna połówka starszego małżeństwa, idealnie oddając ogólne odczucia związane z tym procesem.

Po czterech godzinach czekania i prześwietlań, otrzymałem zgodę na godzinne widzenie z Cecily w małym pokoju, wyglądającym niby klasa w podstawówce – maleńkie stoliki, każdy z dobrze widocznym numerem w centralnej jego części. Wszystkie  ustawione przed krzesłem strażnika, skąd mógł on obserwować pomieszczenie.

– Osiemnastka, bez dotykania. Zrobisz to jeszcze raz i koniec wizyty – krzyczał strażnik, kiedy odległość między odwiedzającym a więźniem stawała się zbyt mała.

Dzieci odwiedzające matki, zakochani odwiedzający swoje dziewczyny zajmowali sąsiednie stoliki. Frustracja wobec ostatnich czterech godzin ustępowała po pierwszej wymianie uścisków – ale każda z par mogła sobie pozwolić na to tylko jeden raz, ryzykując za kolejnym głośne upomnienie: “Dziewiętnastka, drugie upomnienie. Zakaz dotykania”.

Cecily była wykończona i poddenerwowana, ubrana w standardowy strój więźnia składający się z szarego dresu, dla niej o numer za duży. Aktywistka jest świadoma swojej wyjątkowej sytuacji w odciętych od normalności realiach więzienia, spędzając ostatni miesiąc na zbieraniu historii o niesprawiedliwości która jw takim miejscu jest codziennością.

Chciałem nagrać jej historię, ale odwiedzający nie mogą wnosić urządzeń rejestrujących. Chciałem spisać dokładnie to co mówiła, ale odwiedzający nie mogą wnosić zarówno papieru ani ołówków. Więc złożyłem jej wizytę jako były bankier, który spędził ostatnie trzy lata skupiając się na niesprawiedliwościach które widział, portretując narkomanów. Przyszedłem po części dlatego, bo chciałem dokładniej zrozumieć niesprawiedliwości, do których być może ja jako bankier, mogłem przyłożyć rękę.

Cecily spędziła ostatni miesiąc, skupiając się możliwości wykorzystania własnej historii na poszerzenie swojej działalności jako społecznej aktywistki. Po to, aby skupić uwagę społeczeństwa na swoim wyroku i pokazać, że odsiadka to wspólny mianownik łączący wiele społeczności.

– Miałam dwa lata na to, żeby się do tego przygotować – wyjaśniła. – Większość z więźniów nie miała szansy się na to przygotować, ale całe życie mieli świadomość, że kiedyś do tego dojdzie. Więzienie, konfrontacja z policją która źle się kończy, to dla wielu jest codzienność.

– Aktywiści muszą poprzez swoje działania wyjść naprzeciw środowiskom, z którymi pracują – dodaje Cecily. Wyrok zmusił ją do przemyślenia swojego wcześniejszego podejścia do działań prospołecznych. – Musimy odłożyć nasze książki na bok, ręcznie przygotowywane transparenty i narazić się na zagrożenia.

Aktywistka nie żałuje, że jako jedyna skończyła w więzieniu.

– I tak ktoś z ruchu Occupy Wall Street skończyłby w więzieniu. Policja musiała dać przykład – wyjaśnia. I w ten sposób padło na nią.

Jeśli pobyt w więzieniu ma na celu zreformowanie nieszczęśnika lub wyjątkowego pechowca, to ludzie, którzy skazali aktywistkę, mającą na celu dobro społeczne, nie zasługują na pieniądze które zarobili podczas tego procesu.

– Teraz jeszcze bardziej poświęcam się temu co robiłam, czyli pracy społecznej i ujawniania struktur władzy – stwierdza Cecily.

W ciągu tej godziny, nie rozmawialiśmy o tym czemu członkowie Occupy Wall Street zostali oskarżeni. Bankierzy z Wall Street nie oberwali. A przecież byli tymi, przeciwko którym ruch protestował. Czemu nie ma bankierów w więzieniach?

To jest pytanie, na które ja, były trader Citigroup, nadal nie mogę szczerze odpowiedzieć (bez wydźwięku konspiracyjnego).

To jest pytanie, na które Cecily, jako działaczka z wyrokiem, nie może w pełni sobie odpowiedzieć (bez wydźwięku konspiracyjnego).

To jest pytanie, na które rząd Stanów Zjednoczonych nie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi – i być może nigdy takowej nie poda do wiadomości publicznej.

To jest pytanie, które zmusiło mnie do uwierzenia, że system jest już tak zmanipulowany, że być może inicjatywy wewnętrzne, mające na celu wprowadzenie zmian, nie są dobrym rozwiązaniem.

Ostatnie trzy lata odkąd odszedłem z Wall Street, poświęciłem mojemu projektowi dokumentowania historii ludzi uzależnionych na Bronksie. Odkąd zacząłem odwiedzać coraz więcej moich przyjaciół w więzieniu Rikers Island, uświadomiłem sobie jaki paskudny wyłom oddziela nowojorczyków jak i cały system, który jest negatywnie nastawiony do wszystkich posiadających tak niewiele. Jedyne co wymiar sprawiedliwości może wymierzyć biednemu to kopniak w zęby, skupiając się na wzmożonej działalności policji. I mniej pieniędzy masz, tym twoja władza jest mniejsza. I tym większa szansa, że zostaniesz ukarany za swoje błędy.

-Wielu ludzi żyje ze  świadomością, że niechciana wycieczka za kraty w Rikers jest tylko kwestią czasu, a nie kwestią tego czy w ogóle to nastąpi – powiedziała Cecily. Sam sobie to wielokrotnie powtarzałem. Przypadek aktywistki pokazuje, że niesprawiedliwość sięga znacznie głębiej i nie dotyka tylko ludzi biednych.

Jeśli walczysz o ujawnianie niesprawiedliwości to licz się z tym, że system zacznie działać przeciwko tobie.

Advertisements