Teoria wybitych szyb a sprawa Wall Street

My translation of an article on Bringing Broken-Windows Policing to Wall Street written by Chris Arnade. The article was originally published on 7 July 2015.

Zastosowanie teorii wybitych szyb na Wall Street

Rynek bankowości potrzebuje czegoś więcej, niż zmiany samych zasad. Potrzebuje nowej kultury.

Zadzwonił do mnie trader około północy. Był rok 1995. Spodziewałem się, że chodziło o kryzys na rynkach finansowych i o złą sytuację w Azji. Nie. Ta sprawa dotyczyła nocnego klubu.

– Stary, włącz wiadomości. Giuliani robi nalot na Harmony Theater – usłyszałem w słuchawce.

Harmony Theater był dwupoziomowym barem na dolnym Manhattanie. Miejsce zdobyło popularność wśród bankierów z Wall Street dzięki łamaniu zasad. Praktycznie wszystko, poczynając od narkotyków po seks, można było kupić w sposób jawny.

Kiedy włączyłem telewizor zobaczyłem masę ludzi. Blisko setkę policjantów w pełnym umundurowaniu, eskortujących striptizerki i smutno wyglądających klientów do czekających wozów policyjnych. Żaden z traderów, a przynajmniej nikt z tych, których znałem, nie został złapany.

Zamknięcie klubu Harmony Theater było pokazywane na skalę krajową, jako element polityki zero tolerancji prowadzonej przez burmistrza Giulianiego i komisarza policji Williama Brattona. Ten ostatni uważał, że Nowy Jork wymknął się spod kontroli nie z powodu wielkości, ale z powodu złego zarządzania.

Zero tolerancji było pierwszym etapem teorii „wybitych szyb”; zasad, które po raz pierwszy zostały opisane w 1982 roku w artykule opublikowanym w Atlantic przez Jamesa Q. Wilsona i Georga Kellinga. Autorzy obrali sobie za cel przestępstwa mniejszej rangi, „naprawiając zdemolowane okna”. Policja była w stanie zmniejszyć poczucie bezprawia, które często prowadziło do bardziej poważniejszych przestępstw. „Jedna wybita szyba jest sygnałem, że nikt nie dba o porządek. Wybicie kolejnych szyb nic nie kosztuje”.

Wybite szyby sugerują, że wykroczenia poza prawem zostają niezauważone. Nawet jeśli owe wykroczenia wyglądają na czyny o małej szkodliwości, brak nadzoru prowadzi do tego, że miasta stają się podatne na falę przestępstw. Wprowadzenie tego planu przez Giulianiego miało na celu zmniejszenie przestępczości przez całkowitą zmianę zachowania nowojorczyków i kultury Nowego Jorku. Przez kolejne dwadzieścia lat życie przeciętnego nowojorczyka uległo zmianie. Przestępcy, niezależnie od ciężaru popełnionego czynu, byli aresztowani i kończyli w więzieniach. Po jakimś czasie – kilku ponownych aresztowaniach i wysokich karach pieniężnych – zniknęli z ulic wszyscy ci, którzy dopuszczali się wykroczeń lub łamali prawo (nie oszukujmy się, chodzi o tych pochodzących z mniejszości narodowych, czy ze środowisk biedy), niezależnie od tego, czy stopień wykroczenia był naprawdę niski: myjący szyby samochodów na światłach, śmiecący w miejscach publicznych, posiadający marihuanę, graficiarze, prostytutki, żebracy i osoby przeskakujące przez bramki w metrze w celu zaoszczędzenia.

W tym samym czasie weszła w życie inna polityka stworzona przez Waszyngton. Przekształciła ona Wall Street całkowicie – w tym samym czasie, gdy przeciętny nowojorczyk był coraz częściej poddawany policyjnej kontroli. Wszystko zgodnie z teorią, że wolność jednostki może być słabym ogniwem w odniesieniu do zbiorowości. W tym okresie przedsiębiorstwa finansowe nie podlegały praktycznie żadnej kontroli. Zgodnie z teorią, że wolność jednostki, zwłaszcza jeśli dotyczy interesów, może być wartościowa dla zbiorowości.

Zarówno ja i moi koledzy bankierzy zyskaliśmy z obydwu rozwiązań. Za dnia byliśmy ignorowani przez przedstawicieli organów nadzorujących, w nocy byliśmy wolni od myjących szyby samochodów, czy drobnych złodziejaszków.

Wall Street kwitło, Nowy Jork także. Firma, do której dołączyłem w 1993, była bankiem inwestycyjnym zatrudniającym 5000 pracowników, z inwestycjami wartymi 110 miliardów dolarów. Czternaście lat później dzięki przejęciom i fuzjom, firma rozrosła się w finansowego giganta zatrudniającego powyżej 200 000 pracowników, posiadającego inwestycje o wartości 2.2 tryliona dolarów.

Ten rozrost sektora finansowego zakończył się  ogromnym kryzysem finansowym 2008 roku, który doprowadził nie tylko moją firmę na skraj bankructwa, ale także same Stany Zjednoczone. Politycy po kryzysie zostali ostatecznie zmuszeni do zmagania się z rzeczywistością, jakim był całkowicie niekontrolowany świat Wall Street, ze zbyt wieloma wybitymi szybami.

* * *

W 1993 dołączyłem do świata Wall Street, który stawał się przestarzały. Świata, gdzie starsi traderzy byli obsługiwani przez kelnerów przy biurkach, jedząc lunch na najlepszej zastawie. Dołączyłem do Wall Street, gdzie urodziny świętowało się ze striptizerkami na parkiecie giełdowym, a sukcesy świętowało się kubańskimi cygarami.

Stary świat Wall Street, pełen średnich prywatnych spółek inwestycyjnych, został uformowany przez finansowe regulacje wprowadzone po Wielkim Kryzysie z 1933 roku, nakładając ścisłe ograniczenia na to, kto i co może robić. Po 1993 roku prywatne spółki inwestycyjne praktycznie już nie istniały z powodu wykupu i fuzji, ustępując gigantycznym publicznym megabankom. Wszystko to dzięki fali rozluźnienia barier biurokratycznych lat 80.

Prywatne spółki inwestycyjne były często dziwnymi i ekscentrycznymi miejscami (patrz film Nieoczekiwana zmiana miejsc), ale mające strukturę, która przyczyniła się do zasady ograniczonego zaufania w finansach. Od pracowników wymagano, aby trzymali swoje pieniądze w firmie. Jeśli firma upadła, pociągało to za sobą wszystkich pracowników. Doprowadziło to do pewnego poziomu samoregulacji.

W trakcie ery kompletnej liberalizacji zasad, Wall Street przerodziło się, parkiet po parkiecie, w miejsce gdzie traderzy siedzieli ukryci za ścianami z monitorów, obserwując zmieniające się cyfry.

Nowo powstałe megabanki opłacały swoich pracowników rocznie, w większości pozwalając im na robienie z pieniędzmi co tylko chcieli, pozostawiając mały wkład finansowy w bankach dla których pracowali. Wielkość banków inwestycyjnych doprowadziła do zmniejszenie poczucia wspólnoty; wiele firm zatrudnia teraz setki tysięcy pracowników. Dla niektórych, jedyną rzeczą wiążącą ich z bankami, które ich zatrudniają, jest roczny bonus i kilka smutnych dopingujących maili z działu HR.

Podejście do klienta także uległo zmianie. Gdy rynek się rozrastał, dystans pomiędzy bankierami a pożyczkobiorcami się powiększał. Dzięki sztuczkom finansowym, pozostał w ukryciu. Pożyczkobiorcy już nie przychodzili do banku po kredyt. Przychodzili natomiast do firm udzielających pożyczek w pasażach handlowych. Firmy te z kolei sprzedawały udzieloną pożyczkę pośrednikowi, który z kolei sprzedawał ją kolejnemu pośrednikowi. Proces był tak powielany aż do momentu, kiedy dług był kupowany przez bank inwestycyjny z Wall Street. Bank gromadził podobne kredyty konsumenckie w duże partie, dzielił i sortował, układał w transze i zamieniał na obligacje zabezpieczone długiem. Po czym sprzedawał owe instrumenty finansowe inwestorom, często zagranicznym. Lub, jak w przypadkach wielu banków inwestycyjnych, owe instrumenty finansowe zostawały w firmie jako ciągłe rosnące inwestycje.

W erze całkowitego braku kontroli Wall Street zmieniało się parkiet po parkiecie, gdzie zasiadali za ścianą monitorów traderzy, tacy jak ja, obserwujący mignięcia cyfr na monitorze, przesuwający je na arkuszach kalkulacyjnych i obstawiający inwestycje. Jeśli transakcja przebiegła pomyślnie, traderzy zarabiali miliony. Jeśli tracili, zarabiali tylko setki tysięcy dolarów. Niezależnie od tego, jak bardzo błędna była decyzja tradera, nie musiał on nigdy oddawać pieniędzy bankowi, czy klientowi.

Wall Street było światem cyfr, praktycznie całkowicie nie kontrolowanym. Kultura tego miejsca pozwalała na rozmycie poczucia odpowiedzialności za firmę, klienta, czy tak naprawdę kogokolwiek. To było, przyjmując terminologię jaką posługiwał się Giuliani, środowisko pełne wybitych szyb podatne na nadużycia.

* * *

Jednym z zasadniczych elementów teorii wybitych szyb był eksperyment psychologiczny z 1969 roku, przeprowadzony przez Profesora Philipa Zimbardo. Podczas tego eksperymentu samochód pozbawiony właściciela (zdjęte tablice, podniesiona maska) został postawiony w złej dzielnicy Bronksu i w dobrej, Palo Alto. Samochód pozostawiony w Bronksie został szybko otoczony przez mieszkańców, rozebrany na części. Jedyne co z niego pozostało pozostało na miejscu, to stalowa rama. Dwadzieścia cztery godziny później pozostałości samochodu stały się dzikim placem zabaw dla dzieci. Samochód podrzucony w Palo Alto pozostał nietknięty do czasu, gdy sam Zimbardo zaczął go demolować. Wtedy dołączyli się mieszkańcy.

Wall Street stało się dzielnicą, które skorzystało na luźnym prawie i zasadach.

Zgodnie z zasadą wybitych szyb morał jest następujący, jak pisał dziennikarz Daniel Brook „jeśli wszystko wskazuje na to, że widoczny nieporządek prowadzi do powstania obecnego bezprawia. Każdy widoczny przejaw świadczący o tym, że dzielnica wymknęła się spod społecznej kontroli może doprowadzić do tego, że owe miejsce stanie się środowiskiem podatnym na poważne przestępstwa”. Mówiąc prościej, nie zostawiaj swojego samochodu bez nadzoru w południowym Bronksie.

Podobne powiedzenie można odnieść do Wall Street: nie pozostawiaj zasad bez nadzoru. Od 2000 roku można było wejść do pierwszego lepszego banku inwestycyjnego na Wall Street i narzucić im nowe rozporządzenie lub prawo. Rezultat byłby taki sam. W przeciągu kilku tygodni, nowe rozporządzenie zostałaby otoczone przez masę prawników i traderów, którzy pozbawiliby je prawdziwego znaczenia, pozostawiając tylko najbardziej absurdalną interpretację. Pozostała wątła rama nowego prawa posłużyłaby jako zaimprowizowana podstawa do zarabiania pieniędzy.

Wall Street stało się dzielnicą, która wykorzystała rozluźnienie w prawie i rozporządzeniach. Pozwoliło to na wprowadzenie nowych instrumentów finansowych, które prowadzą do naruszenia litery prawa. Instrumenty pochodne to skomplikowane instrumenty finansowe stworzone po to, aby „zmieniać przepływ pieniędzy”. Stały się one szalenie popularne jako narzędzie służące do kierowania przepływów pieniężnych  z dala od przedstawicieli organów nadzorujących, czy podatków. Instrumenty stworzone po to, aby transferować pieniądze pomiędzy państwami, długoterminowymi i krótkoterminowymi zyskami kapitałowymi. Dawało to możliwość zamiany długu na majątek własny, a zabezpieczenia w dywidendy.

Od 2001 rynek nieruchomości stał się idealnym celem dla Wall Street: ogromny rynek, będący bezładną masą zasad i rozporządzeń, rzekomo gwarantowanych agencji rządowych i klientów desperacko chcących pożyczać pieniądze.

Wall Street zabrało się do roboty, naginając zasady, poddając je przesadnej analizie, nadużywając luk prawnych, wywierając nacisk na polityków, tworząc skorumpowane powiązania. Wszystkie te działania były utrzymywane za zasłoną dymną, składającej się ze skomplikowanych zasad. Wraz z nadejściem 2007 roku, Wall Street związało się z rynkiem nieruchomości. Wynikiem tego było przeładowane przewartościowanymi aktywami powiązanymi z równie przewartościowanym rynkiem nieruchomości. Przewartościowane aktywa były ukryte pod postacią pochodnych instrumentów finansowych, co z kolei czyniło je niewidocznymi dla przedstawicieli organów nadzorujących. Kiedy upadł rynek nieruchomości, Wall Street znalazło się na skraju upadku jeszcze szybciej, tracąc po drodze zyski ostatniej dekady w przeciągu miesięcy. Pozostała część Stanów Zjednoczonych została wciągnięta w głęboką recesję, z której kraj nie do końca się jeszcze wygrzebał.

***

Po kryzysie, oburzone społeczeństwo domagało się podjęcia działań. Miały miejsce wrogie przemówienia i przesłuchania kongresu. Nałożono kary finansowe  wynoszące blisko 100 miliardów dolarów na najbardziej ekstremalne i przejrzyste przypadki niezgodnych praktyk w udzielaniu pożyczek.

Zostały wprowadzone akty prawne mające na celu zreformowanie działań banków i rynku hipotecznego, najbardziej znane jako ustawa Dodda-Franka. Przyświecały temu dobre intencje mające na celu naprawę kluczowych problemów, które przyczyniły się do kryzysu. Ale ustawa Dodda-Franka sama w sobie jest zestawieniem skomplikowanych zasad, które są podatne na manipulacje Wall Street.

To tak, jakby zbudować rozległy szklany dom w dzielnicy pełnej budynków z wybitymi szybami. Od czasu wprowadzenia ustawy w życie w 2010, przedstawiciele organów nadzorujących przyglądali się, jak ich nowa ustawa zostaje otoczona przez instytucje finansowe, prawników, lobbystów i polityków. Treść ustawy została poprawiona, ponownie zinterpretowana. Także całe fragmenty zostały przepisane pod dyktando banków.

Sfrustrowani przedstawiciele organów nadzorujących przystąpili do zmiany adresowanego problemu. Zrozumieli, że być może jedynym sposobem zreformowania Wall Street unikającego przestrzegania zasad, jest wprowadzenie czegoś na wzór teorii wybitych szyb, w nadziei, że może to zmienić kulturę tego miejsca.

Co jest finansowym odpowiednikiem otoczenia ludzi myjących na siłę szyby na światłach, artystów graficiarzy i tych palących jointy przed posterunkiem policji?

Oznacza to skupienie się na łatwych celach i przejrzystych interesach, gdzie nadużycia były dobrze udokumentowane. Doprowadziło to do pokazowych dochodzeń i skandali nazwanych w skrótowy sposób od: ratingu LIBORfix, czyli referencyjnych wartości oprocentowania depozytów i kredytów na rynku międzybankowym w Londynie, wskaźnika FXfix na rynku walutowym Forex  i  ISDAfix, ratingu Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Swapów i Derywatów. Pomimo takich nazw, są to rutynowe i nudne elementy bankowości. W pierwszych dwóch przykładach nadużycia były jasne. Do których się przyznano i zostały nałożone ogromne kary na główne banki wynoszące blisko 50 miliardów dolarów. Dochodzenie w trzeciej sprawie trwa.

Żadne z tych trzech elementów nie przyczyniło się bezpośrednio do kryzysu finansowego. Nie były one też tak bardzo zawiłe, jak na standardy Wall Street przystało. Był to raczej rodzaj gier z rodzaju tych prowadzonych na granicy prawa przez bankierów przywykłych do naginania zasad. Koszty i szkody bezpośrednie wynikające z tych skandali są ciężkie do oszacowania. Spoczywają one na większości bankierów i instytucji finansowych, a nie tak jak wynikałoby to z obaw większość polityków – dziadkach i farmerach.

Dalsze dochodzenie odkryło kulturę bankowości zepsutą do cna, gdzie oszukiwanie było normą.

– Jeśli nie oszukujesz to znaczy, że się nie starasz – powiedział jeden trader odnośnie sprawy FXfix.

To jest właśnie to, co interesuje przedstawicieli nadzoru. I właśnie dlatego kierują się zasadą wybitych szyb. Chcą zmienić kulturę pozostawioną bez kontroli i w końcu zająć się długo nie nadzorowanym zachowaniem w nadziei, że doprowadzi to do fundamentalnej zmiany. Z artykułu zamieszczonego w Atlantic z 1982 roku:

„uważamy, że prośba o ‘dekryminalizację’ niepoprawnego zachowania które ‘nie szkodzi nikomu’, jest błędem. Aresztowanie pojedynczego pijaczka, czy samotnego łobuza, który nie skrzywdził konkretnej osoby, może wyglądać na niesprawiedliwe. I w pewnym sensie tak jest.

Z tym, że zaniechanie podjęcia jakichkolwiek kroków wobec grupy pijaków, czy setki łobuzów, może zniszczyć całą społeczność. Konkretna zasada, która może mieć sens w przypadku pojedynczych przykładów, może nie sprawdzić się w przypadku uniwersalnego zastosowana wobec wszystkich wykroczeń. Dlatego, że nie bierze pod uwagę powiązania pomiędzy jedną wybitą szybą pozostawioną bez nadzoru, a tysiącem”.

***

Nie jest pewne, czy teoria wybitych szyb zadziała na Wall Street. Stosowanie kar wobec wykroczeń, na które można położyć rękę, może spowolnić te pozostałe w ukryciu i bardziej niebezpieczne nadużycia, do których nie można się dobrać. Może to doprowadzić do zmniejszenia naginania zasad i rozporządzeń, a także pomóc we wprowadzeniu wspólnej odpowiedzialności bankierów za klientów, a klientów za ich własne firmy. Może też spowodować, że Wall Street zacznie ukrywać swoje przestępstwa jeszcze skrzętniej, kamuflując je jeszcze bardziej za skomplikowaną budową.

Być może to tylko szukanie kozła ofiarnego. Zadanie mające na celu pokazanie społeczeństwu, że coś jest robione w tym kierunku, pozwalając jednocześnie na pozostawienie niszczących struktur w formie niezmienionej. Wynagrodzenie pracownika jest nadal ukierunkowane krótkoterminowo i nadal króluje wygórowane podejmowanie ryzyka. Megabanki są nadal zbyt duże aby upaść.

Dwadzieścia lat po tym jak policja Nowego Jorku wdrożyła zasadę wybitych szyb, żeby zająć się uliczną przestępczością, rezultaty tego przedsięwzięcia są kwestionowane. Koszty jw ludziach były ogromne. Rekordowe ilości mieszkańców, w większości mniejszości narodowe, kończyły w za kratami w więzieniach. A pozostałym odmówiono podstawowych praw konstytucyjnych.

Jeśli teoria wybitych szyb nie zadziała na Wall Street i nie zmieni kultury bankowości, nie zmniejszy się nadużycie i ryzyko wystąpienia kryzysów finansowych w przyszłości i ich konsekwencji, koszty w ludziach z bankowości będą bliskie zeru.

Jedyne dotychczasowe konsekwencje dla bankierów z Wall Street to kary finansowe wymierzone w ich firmy. Liczba bankierów, których życie prywatne zostało zakłócone, jest niewielka.

Prawdopodobnie więcej ludzi odsiedziało wyroki za ten pierwszy nalot Giulianiego na Harmony Theater w 1994 roku, niż ci, którzy odpowiedzialni za skandale o skróconych nazwach. Nie jest to wielki wynik, ponieważ nikt nie odsiedział wyroku za skandale nazwane skrótami terminologicznymi Wall Street. Tak jak praktycznie nie skazano osoby odpowiedzialnej za jakąś element kryzysu finansowego.

Najważniejsza różnica jest taka: bankierzy otrzymują kary finansowe. Pozostali idą do więzienia.

Advertisements